poniedziałek, 6 lipca 2009

Szachy, wojna i... alkohol

A nawet dużo alkoholu. Tak, tak wlaśnie wyglądał spory fragment życia czwartego mistrza świata - Aleksandra Aleksandrowicza Alechina.

Syn bogatego właściciela ziemskiego, sybaryta, koneser brandy, ale też wielce nieszczęśliwy i uwikłany w tryby okrutnej historii człowiek, który mimo wszystko zdołał przejść do historii jako szachowy geniusz.
Inne oblicze Alechina: wielki miłośnik kotów.

Z pewnością grywał dziesiątki ważnych partii po kilku głębszych. W 1935 roku nie było juz co do tego wątpliwości: Alechin ma poważny problem alkoholowy. Na jego nieszczęście był to akurat rok w którym miał się odbyć kolejny mecz o tytuł mistrza świata, a Alechin stawał do niego jako obrońca tego tytułu. W walce z Maxem Euwe, holenderskim pretendentem do szachowej korony, zasiadał do gry mocno wstawiony. Napoje wyskokowe poważnie osłabiły jego meczową kondycję. Po szybkim wyjściu na prowadzenie i solidnej grze w środkowej części meczu wyczerpany Rosjanin przegrał cztery z ostatnich dziesięciu partii, notując na finiszu jedno jedyne zwycięstwo, które tylko odłożyło utratę mistrzowskiego tytułu.

Po przyznaniu się, w nieformalnym gronie, do alkoholizmu Alechin zaczął mozolnie odbudowywać formę. Na rok rzucil palenie i wszelkie formy etanolu. Akceptował tylko mleko oraz szachowe biuletyny z najnowszymi partiami Euwego, które na bieżąco analizował, oczekując rewanżu. Nie musiał czekać długo. Holenderski czempion, znany z nienagannych manier, zaproponował swemu najgroźniejszemu przeciwnikowi ponowny pojedynek już w dwa lata po pierwszym starciu. Wynik: 10 zwycięstw, 11 remisów i 4 porażki; rzecz jasna na korzyść Alechina.

"Bourbon mnie wypełnia, nie mogę grać"

Pociąg do kieliszka co chwila rodził to śmieszne to straszne sytuacje. Któregoś razu Alechin, powracając z baletów wraz ze swym przyjacielem i rywalem Bogolubowem, wpadł na szatański pomysł. Znając słabe nerwy innego ze swych wielkich przecwników - Rubinsteina, zapukał wraz z towarzyszem do drzwi polskiego arcymistrza, podając się za rosyjskiego policjanta. Przerażony Akiba opuścił hotel przez okno by następnego dnia nie pojawić się już na turniejowej sali. Innym razem wstawiony maestro po wykonaniu krótkiej roszady próbował wykonać też długą, używając wieży i hetmana. Jego skonsternowany przeciwnik zaprotestował, co najwyraźniej otrzeźwiło zawianego Rosjanina, bo po wykonaniu przymusowego ruchu dotkniętą już wieżą szybko rozprawił się z konkurentem.

Zwykle jednak nie było tak wesoło. Alechin miał nieszczęście żyć w czasach dwóch wielkich wojen. Pierwsza skończyła się dlań raną, odniesioną w carskim korpusie medycznym oraz cudownym ocaleniem z rąk czekistów krótko po sukcesie Rewolucji Październikowej. Po wybuchu drugiej
stanął do walki w obronie swej przybranej ojczyzny - Francji by później, jako jeniec, zostać zmuszonym do gry "w barwach" Trzeciej Rzeszy. Pod groźbą utraty nie tylko wolności ale też życia, Rosjanin sygnował swoim nazwiskiem szereg antysemickich artykułów, zatytułowanych "O Wyższości Szachów Aryjskich Nad Żydowskimi".

W jednej chwili stał się persona non grata wśród szachowych osobistości Europy. Zapomniano, że w chwili wybuchu wojny, jako kapitan francuskiej drużyny szachistów pierwszy odmówił przystąpienia do gry z Niemcami podczas olimpiady w Buenos Aires. Zapomniano, że ograbiony z majątku i szykanowany przez nazistów Sasza musiał z czegoś żyć i jednocześnie chronić dzielącą z nim los żonę. Zła fama o Alechinie poszła w świat tak daleko, że dziś mało kto wie, jaka była ostatnia lektura w jego życiu. A byl to anynazistowski pamflet "Wybrane rasy" autorstwa Margaret Sother.

Sześćdziesiąt trzy lata po śmierci Alechina warto mimo wszystko zwrócić mu honor.

Ufundowany przez FIDE nagrobek mistrza na paryskim Montparnasse.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz